• Wpisów:8
  • Średnio co: 233 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 20:46
  • Licznik odwiedzin:1 631 / 2099 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
*Rozdział VI*
Szczęście jej dopisało i wygrała konkurs na zakończenie kursu, dzięki czemu mogła kontynuować naukę, zaliczyła wszystkie przedmioty (oprócz kursów miała też normalne lekcje) i przez lipiec mogła się cieszyć wakacjami w Polsce. Jednak perspektywa ponownego spotkania z Bartkiem coraz bardziej ją przerażała, ale nie chciała tego ciągnąc, zasłużył na szczerość. Po prostu świeca zgasła. Mimo wszystko nic nie zmąciło jej radości z wielu godzin spędzonych z bratem i przyjaciółką. Ale kiedy dostała od niego sms z prośbą o spotkanie początkowo chciała się wykręcić. Zaprosił ją na jakiś bal drużyny koszykarskiej. Podobno miało być kameralnie, ale mimo to zdecydowała się założyć krótką bladokremową sukienkę o niebanalnych plecach, przód ze spódnicą łączyły malutkie perełki, które połyskiwały w świetle rozstawionych świec. Lśniła jak złoto.
-Wyjdziemy?- spróbowała przekrzyczeć muzykę.
-Co tylko chcesz.
Siedzieli i obserwowali, jak słońce upada powoli za horyzont. Daria uwielbiała schyłek dnia, kiedy to mogła obserwować, jak ta wielka kula jakby ze zmęczenia opada za horyzont. W tym właśnie czasie niebo przybiera najpiękniejsze barwy, w jakie tylko potrafi się przyodziać. W bliskim towarzystwie zachodzącego słońca barwi się na kolory, które zdają się krzyczeć, aż czuje się, jakby chciały coś przekazać intensywnością odcieni czerwieni, żółci i pomarańczy wymieszanych z błękitem oraz granatem, zwiastującym nastanie ciemnej, mrocznej nocy zaraz po tym, jak słońce zniknie z nieboskłonu. Kolory stają się coraz bardziej intensywne, coraz bardziej zlewają się ze słońcem. Niebo spowija granat. Jeszcze malutka namiastka czerwieni widnieje za pagórkiem, lecz po chwili wszechogarniająca czerń sprawia, że znika zupełnie.
Wypalona świeca.
-Wszystko skończone jest między nami, nie widzisz tego?
-Bo wszystko musi być tak jak ty zechcesz? Cały świat się kręci wokół Darii. Nie ważne co się dzieje z innymi, ty jesteś przekonana o własnej wyjątkowości. Nigdy zbytnio nie obchodzi cię los innych, chyba, że są ci do czegoś potrzebni. Martwisz się tylko o siebie samą, chociaż nie musisz niczym zaprzątać swojej główki. Masz wszystko - pieniądze, piękny dom, rodziców, chodzisz do dobrej szkoły. Jeśli stanąłbym w płomieniach, patrzyłabyś jak dopalają się iskry. Jesteś zakłamana, mówiłaś, że mnie kochasz, a jedyną osobą, którą kochasz jesteś ty sama.
-To nie jest kwestia miłości, to nie uległo zmianie. Po prostu świeca się wypaliła. Nie utrudniaj tego, obydwoje wiemy, jak do tego doszło.
-Mogę mieć na ten temat inne zdanie?- roześmiał się ironicznie.
Spojrzała na niego i wybiegła. Śliczne sandałki, niegdyś marzenie teraz ją uwierały, a obcasy utrudniały chodzenie, więc zdjęła je i szła boso. Zapomniała, że zabrali się z bratem Bartka i teraz musiała wracać dziesięć kilometrów pieszo, do najbliższego autobusu, bal był za Warszawą. Zaczęła bać się mroku i każdego cienia. Odgłos jadącego samochodu za nią niemal doprowadził ją do zawału.
-Wsiadaj, to nie jest dobra pora dla Kopciuszków.
Teraz było jej już wszystko jedno. Chłopak prowadzący szare volvo był młody, miał burzę czarnych włosów, lekko falujących niczym morska toń i ciemne, prawie czarne oczy. Posłuchała go, nawet wsiadanie do samochodu nieznajomego było bezpieczniejsze niż chodzenie samotnie w taką porę.
-Gdzie cię zawieść?
-Na Gocław, dalej sobie poradzę- uznała, że wracanie do domu w takim stanie nie jest dobrym pomysłem, wolała jechać do Natalii, wiedziała, że ta otworzy jej nawet późnym wieczorem i nie odmówi noclegu.
-Podwiozę cię pod sam dom- powiedział tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Podała mu więc adres Natalii, zresztą chodzenie późno po tej biedniejszej, bardziej niebezpiecznej stronie miasta nie było jej marzeniem.
Odwróciła się w stronę okna, pozwalając by łzy leciały jej po twarzy. Rozpamiętywała każde słowo i usiłowała zaprzeczać. Przecież jej przyjaźń z Natalią nie była interesowna. Przyjaciółka była dużo biedniejsza i raczej to Daria była dla niej trampoliną do wyższych sfer, a nie na odwrót. Ale… może ona naprawdę nie potrafi kochać? Może jest egoistką, Królową Lodu?
-Proszę- chłopak podał jej chusteczkę-on nie jest warty takich łez- dodał, a Daria roześmiała się krótko. Gdyby tylko wiedział…
-Wiem. Jesteś z tych nastolatek typu „nikt mnie nie rozumie”. A wszystkie historie miłosne są banalne, z utartym schematem. Jeśli naprawdę kogoś kochasz, to nie zrezygnujesz z niego nigdy. Choćby nie wiem co zrobił, gdzie był i z kim był. Zawsze wracasz, nieważne jakby Cię zranił. Jeśli kogoś kochasz to o niego walczysz. Bezwarunkowo.
I zapominasz, że nie jest ważne "długo i szczęśli¬wie", ale "szczęśli¬wie" te¬raz. Raz na ja¬kiś czas, człowiek cię zas¬koczy, i raz na ja¬kiś czas człowiek może na¬wet zap¬rzeć ci dech w pier¬siach.
Nasze życie to nie jest jedna wielka bajka, w której przeszkody zostają pokonane i wszystko kończy się zdaniem: „żyli długo i szczęśliwie”.
-Nie rozumiesz.
-Księżniczka wciąż upiera się przy swoim?- uniósł brwi.
-Bo mam rację. I nie nazywaj mnie tak. To wszystko przeze mnie, przez moje niezdecydowanie.
-Problemy z chłopcami słonko?- jego wargi wygięły się w kpiącym uśmiechu.
Zatrzymał samochód.
-Co się stało?
-Nic, chodź pokażę ci coś.
Zaprowadził ją nad Wisłę.
- Owszem, życie nas zaskakuje, ale nie do takiego stopnia, nie powinno stawiać przed nami rollercoastera z tabliczką „wchodź, nie bój się”. Każdy z nas ma jakieś zahamowanie i właśnie wtedy zaczyna rozważać decyzję o propozycji przejażdżki – dopiero gdy serce uświadomi mu, że warto.
-Studiujesz filozofię?- spytała. Tym razem to on roześmiał się.
-Nie, zrobiłem sobie rok przerwy. Jeżdżę po świecie, trochę tu, trochę tam, nosi mnie wszędzie. Ciągle się zastanawiam.
Na granatowym niebie gaśnie coraz więcej gwiazd. Pod ich stopami zielona łąka usłana białymi kwiatami, chłopak zrywa jednego i wkłada dziewczynie za ucho. Dookoła wciąż panuje mrok, noc jeszcze walczy ze świtem. Widzą tylko swoje świecące się spojrzenia, wsłuc**ją się w przyśpieszone oddechy. Tak bardzo szczęśliwi. Droczą się, wygłupiają, bardzo ich do siebie ciągnie. W końcu lądują na mokrej trawie, zatracają się w tej chwili. Przez głowę przebiega jej myśl, że ten moment mógłby trwać wiecznie. Tak właśnie smakuje szczęście, ma taki zapach. Łzy, smutek, cierpienie w tej chwili są tak odległe, codzienność niewiele znaczy, świat jakby się zatrzymał i kręcił wokół nas. Czerpie z tego momentu jak najwięcej, stara się zapamiętać każdy drobny szczegół. Ciepły dotyk palców, pocałunki, tak delikatne. Uczucie akceptacji i miłości, które jeszcze niedawno było jej tak obce.
-Śpiąca królewno, obudź się.
Daria otwiera oczy. Jest na kwiecistym brzegu Wisły z nieznanym chłopakiem. Powoli zaczyna sobie wszystko przypominać. Spogląda w niebo. Ostatnie minuty wschodu słońca, robi się coraz chłodniej, już całkiem przemarzła od kontaktu z wilgotną ziemią.
-Możemy już jechać?
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- prowadzi ją do samochodu i przytrzymuje drzwi, gdy wsiada. Tym razem podaje mu swój adres.
Na zewnątrz czeka już jej matka.
-Gdzieś ty była? Wszędzie cię szukaliśmy, dzwonił Bartek, u Natalii cię nie było.
-Byłam u koleżanki, Ewy- szybko wymyśla imię.- Jej brat mnie podwiózł- wskazuje na chłopaka w samochodzie. Macha mu, a gdy ten odjeżdża uświadamia sobie, że nie ma jego numeru telefonu, co więcej- nie zna jego imienia. Jak mogła być taką kretynką?
***
Szła jak zazwyczaj sama przez miasto. Było jeszcze rano, a ulice, które znała na pamięć, wydawały się takie szare i puste. O tej porze wszyscy już byli w pracy, a pozostali jeszcze spali ciesząc się wakacjami. W słuchawkach leciał jakiś smęt, ale nawet zapominała, że słyszy jakąkolwiek muzykę. Samotne spacery pozwalały jej przemyśleć wiele spraw, jednak tym razem nie pomagały. W głowie i sercu miała zamęt.
-Zgadnij kto to- szepnął jakiś głos za nią, chłopak zakrył jej oczy dłońmi.
-Nie wiem, nie powiedziałeś mi jak się nazywasz- uśmiechnęła się.
-Marcin.
-Daria.
Teraz szli razem wzdłuż brudnych uliczek Warszawy, które dawno straciły swoją świetność i blask.
-Jesteś szczęśliwa?- spytał.
-Nie. Tak. Nie wiem.
-Chodź- wziął ją za rękę i poprowadził ku centrum.
Na Starym Mieście znajdowało się ogromne młyńskie koło. Marcin zapłacił za wejście na nie i usadził w kabinie.
-Szczęście, brak nieszczęścia. Uczucie spokoju, ułożenia, a także braku świadomości. Żyjąc na tym świecie nie możesz być człowiekiem szczęśliwym, owszem, możesz być poddana chwilowej euforii, ale nigdy nie jesteś do końca szczęśliwa. Szczęśliwość to stan, gdy nie ma bezpośredniej styczności z rzeczywistością.
- Ty i ja, wiesz coś wspólnego mamy. Dni, tego życia, na które czekamy- po tych słowach spojrzała w jego oczy.
One mówią o człowieku najwięcej. Wyrażają smutek, radość, przerażenie… Wszystko. Są takim lustrem, które odzwierciedla naszą osobowość. Jego były ciemne, tylko ton jaśniejsze od źrenic, nieprzeniknione.
-Żyję tak, żeby na starość móc powiedzieć: „Nie żałuję niczego” i być szczęśliwym niezależnie od tego, co będzie, lub też nie będzie nas czekało. Wiem, przed chwilą mówiłem, że szczęścia nie ma. Ale ja chcę niczego nie żałować i to chyba właśnie jest szczęście. Nie odkładam ważnych spraw, nie ucieka, przed uczuciami, nie ukrywam prawdy.
-Jesteś ideałem- powiedziała ociekając ironią.
-Staram się. Mam jedno życie, jedną szansę na zaistnienie we wszechświecie. Dlaczego więc mimo tak kr***ej możliwości bycia, życia, tworzenia niektórzy z nas się na nie targają? Bo zostali zranieni? Bo dopadła ich monotonia codziennej pracy i obowiązków? Przecież to nie są powody. Im więcej cierpimy, tym bardziej doceniamy cenę życia, cenę marzeń, cudów, przyjaźni i miłości. Spójrz w niebo, zobacz jakie masz szczęście, że żyjesz.
-Kłamiesz- powiedziała z niezmąconą pewnością, że ma rację.
- Co do pojęć kłamstwo i prawda - co ja mogę określić mianem kłamstwa? Przecież prawda zależy od punktu widzenia odbiorcy. Ale w tym momencie nie chodzi mi o punkty widzenia i dociekanie, kto ma rację w błaźniących sprzeczkach, mi chodzi o kłamstwa wypowiadane z premedytacja, do drugiej osoby, o bajki, o rzeczy, które nigdy nie miały miejsca. Chodzi o te cuda, które ciągle widzisz. Samo to, że żyjesz. Jesteś, widzisz, czujesz. Czy to nie jest cudem?
- Muszę znaleźć suche, mocne i stabilne życiowe prawdy, żadnych pięknych słów, tylko odrobinka atramentu na sentymenty. A dalej - dalej tylko nagie fakty. Choć kłamstwo piękniejsze bywa.
Może jednak nie? Oprószę kłamstwami swój świat.. Będzie piękny choć w niewielkiej części.
- Świat jest przewrotny, jak umie ranić, jak umie złem uszczęśliwiać. Złem- kłamstwem. Niby piękniejsze bywa, pomimo wszystko prawda nie zawsze uszczęśliwia… Nie kłamiemy nigdy dla czyjegoś dobra, zawsze chodzi o nasze dobro. Ale jesteśmy tylko i aż ludźmi. Nadchodzi dzień, kiedy dorastamy. Wiadomo - własny dom, praca, małżeństwo, dzieci. Tracimy spontaniczność na rzecz bezpieczeństwa, stateczności. Narzucamy sobie bariery, potem za nic nie chcemy się ich pozbyć, bo staramy się być konsekwentni. Ale kiedy spacerujemy po Warszawie bez planu możemy się zatrzymać nad Wisłą, usiąść sobie gdzieś w parku... I zatrzymać chwilę. Więcej zrobić dla siebie. Nie liczy się ilość, lecz jakość. Powiedzcie mi - gdzie jest spontaniczność? Gdzie jest ta autentyczna radość z nieprzemyślanych decyzji? Idźmy raz tak, jak wiatr zawieje. Pójdźmy raz tam, gdzie nas nogi poniosą. Spontaniczność daje niesamowite szczęście, lekkość. Dlaczego ludzie jej unikają, wyrzucają ją ze swojego życia, kiedy dorastają?
-Wieczny Piotruś Pan.
-Staram się- powtórzył.- Chcę zobaczyć świat zanim się ustatkuję. Trochę tu, trochę tam, próbuję wszystkiego.
  • awatar parasol na smutki: "wygrała konkurs na zakończenie kursu[?]" "I zapominasz, że nie jest ważne "długo i szczęśli¬wie", ale "szczęśli¬wie" te¬raz. Raz na ja¬kiś czas, człowiek cię zas¬koczy, i raz na ja¬kiś czas człowiek może na¬wet zap¬rzeć ci dech w pier¬siach." tu Ci coś się poprzestawiało... Cieszę się, że wróciłaś do pisania! Wiesz, że ja lubię Twój styl. Błędy, bo błędy - każdy popełnia, ale lubię tą delikatność w Twoich opowiadaniach. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wypadałoby poprawić ten ostatni rozdział i napisać nowy,ale się nie chce Niby nowy już jest,ale sama widzę,że mam takie same błędy jak w poprzednim. Teraz się zastanawiam nad pracą na konkurs. Ma byc kartka z pamiętnika,a ja nigdy czegoś takiego nie pisałam,tylko blog. No ale ambitne to nie musi byc,napiszę tylko w pierwszej osobie i datę na górze wezmę,napiszę ze 3 prace,niby pomysłu nie mam,ale to i tak z takiej książki o niczym Właściwie nie wiem po co mi ten konkurs i tak nic nie wygram,ale nudzi mi się Napiszę jak nie będę mogła spać ze trzy prace,maile sobie pozakładam,najwyżej na prezenty będzie To ma być *kartka z pamiętnika maturzystki*
Haha,na pewno wiem co napisać Albo wyślę coś o wchodzeniu na dach
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Rozdział V*
Lubiła, gdy padał deszcz. Jest tak cicho, spokojnie. Cisza jej nie przygnębiała. Pozwala odpocząć, bo wtedy nikt nie patrzył na nią z wyrzutem i niemym pytaniem w oczach, kiedy nastawiała czajnik, któryś raz już z rzędu i tylko siedziała z herbatą na kanapie, wpatrując się w dal. Nad ciepłą herbatą lepiej jej się myślało.
Teraz jednak mimo ulewnego deszczu postanowiła nie zwijać się w kłębek na kanapie, tylko iść na lekcję tańca. Radziła sobie coraz lepiej, Michael tłumaczył jej po kolei wszystkie kroki, a ona sama odnalazła już rytm. Do torby w pastelowych kolorach niedbale wrzuciła krótką morelową, dziewczęcą sukienkę i baletki. Zarzuciła jeszcze płaszcz i wyszła w rzęsisty deszcz. W szatni spotkała Eve- miłą, sympatyczną, o fajnym charakterze szesnastoletnią Niemkę. Przywitała się z nią, po czym zaczęła się przebierać. Niewiele osób zdobyło jej sympatię, ale Eve z pewnością nie dało się nie lubić, również ona potrafiła dogadać się z każdym i zawsze znajdowała dobre strony w drugim człowieku.
Patrząc jak dziewczyna zakłada zwiewną, różową, uszytą z koronki sukienkę spostrzegła, że jest także niebrzydka, choć obdarzona nieco banalną urodą. Mimo to musiała mieć jakieś problemy. Na jej biodrze są pociągłe blizny, ślady po cięciu się. Widząc jak Daria przygląda się jej dziewczyna powiedziała:
-Zaraz spytasz, skąd te blizny, czy się tnę. Tak. Dlaczego mam zaprzeczać? Nie ukrywam tego, bo po co. To część mnie, taka jestem.
Daria otworzyła usta by o coś spytać.
-Po co? Wstaję każdego rana, by przeżyć cały dzień kłamiąc ludziom w oczy. Mówiąc, że wszystko jest dobrze. Że jestem szczęśliwa… kłamiąc. Bo prawdę znają tylko ci, którzy na nią zasługują. To pomaga. Pomaga nie rozpaść się na kawałki, bronienie się przed tym daje mi siłę. Czuję jakąś niewyobrażalną energię, która mną włada. Wszystko mogę, wszystko zrobię, ze wszystkim dam sobie radę, mogę być w dziesięciu miejscach jednocześnie, wychodzę rano i wracam wieczorem, nie mogę spać, bo muszę robić inne rzeczy. To chyba mój mózg stara się bronić przed żyletką, dając mi milion rzeczy do zrobienia. Samoobrona i samookaleczenie na przemian- śmieje się. Jej własny śmiech, ten z przeszłości, rozbrzmiewa im w uszach i brzydzi się nim.-Kiedyś, jako dziecko, byłam zupełnie inną osobą, cichą, spokojną, zamkniętą we własnym świecie marzeń i książek, łatwą do zranienia. Dziś to się zmieniło, choć nadal mam swój własny świat i nadal tak łatwo mnie zranić, choć to ukrywam. To utorowało mi drogę do dorosłości. Pozwalało mi rozwijać skrzydła i lecieć nad oceanem płytkich słów, bo mój prywatny ocean był głębszy, uruchomił podświadomość i pozwalał mi tworzyć, rozwijać się, trwać w muzyce, nie bać się niczego, nawet śmierci. Pisałam piosenki, śpiewałam, tańczyłam, odreagowywałam cały mój bunt, przelewając go w sztukę, zaniedbując szkołę, ludzi, świat wokół. Z czasem nawet to mi się odechciało. I teraz co? Wysłali mnie tutaj. Kiedyś to było moje marzenie, dzisiaj więzienie-nabiera tchu, by skończyć.- Za każdym razem boli bardziej. Za każdym razem potrzeba coraz więcej ran. Moje ciało nauczyło się żyć z głową. Dosyć chorą. Nauczyło się ją tolerować. Czasem gdy jest źle, myślę, że nie wytrzymam. I wtedy zwierzam się komuś, tak jak tobie dzisiaj. Przepraszam, że trafiło na ciebie.
- Wzloty i upadki. Życie to balansowanie na krawędzi między jednym a drugim. Szala wciąż się przesuwa na którąś ze stron. A szalą jesteśmy my sami. Tak myślę, że to stąd właśnie szczęście, tak kruche jak zwiędły listek, przychodzi i nas opuszcza, krocząc niby w transie. Właśnie tak chcesz żyć? Na zewnątrz cisza, a w środku wołanie o pomoc. Pustka miesza się z litrami krwi wyciekającej z przebitego serca. Łaty ponaszywane na głębokie rany na nic się zdają… Twoja szal zawsze będzie się przesuwać w kierunku upadków. Tego chcesz? Będziesz nadal spadać w dół.
-Myślisz, że oczekiwałam rad?!- wykrzyknęła- Jesteś taka sama jak inni, uważasz, że na wszystko jest rozwiązanie.
Pozorne uśmiechy, sztuczna radość, teatralna osobowość - za maską szczęścia ukryty strach i łzy, które wypłukały z duszy resztki radości. Zraniona dusza, ukryta pod maską dumy i wyższości. Nikt już nigdy się nie dowie, co naprawdę skrywają jej oczy, dlaczego unika ludzi, bojąc się zranienia... Nigdy nie będzie już roześmianym dzieckiem, gdyż nigdy takim nie było. Dusza dorosłego w ciele niemowlaka. Smutek wpisany w życiorys i strach przed bólem, który uderza prosto w serce. Dzieciństwo otoczone aurą krzyków i płaczu przystosowało ją do cierpienia i ochrony przed nim. Zawsze będzie otoczona grubą warstwą nieufności, szukająca zrozumienia i bliskości, jednocześnie bojąc się jej.
Trzask drzwi wyrywa je obie z zamyślenia. Eve wychodzi, a Daria rezygnuje z zajęć, przebiera się i opuszcza budynek.
Ciaśniej opatuliła się niebieską chustą, założyła kaptur na głowę i skupiła się na tym, by nie wpaść w jakąś zaspę i nie zamarznąć tam na dobre. Mróz bezlitośnie starał się wśliznąć pod jej kurtkę. Szczypał w nagie policzki, nos i usta. Jednak zima jest potrzebna. Pozwala surowo spojrzeć na wszystkie niepowodzenia i problemy. Spojrzeć obiektywnie i ocenić sytuację. I niestety znów doszła do wniosku, że jej przypadek jest beznadziejny. Niestety… Ale po co to sobie po raz kolejny udowadnia? Przecież od dawna to wiedziała. Chyba po prostu chce się trochę nad tym poużalać. Nad sobą.
W pewnym momencie zorientowała się, że nie wie, gdzie idzie. Stanęła.
Zaczęło się ściemniać, ale co z tego. Udała się w kierunku swej ulubionej samotni – dzikiej plaży. Gdy była już niedaleko, praktycznie nastała noc. Przechodząc przez jezdnię, dostrzegłam, jak pięknie ona wygląda w białym świetle latarni. Jakby obsypana milionami maleńkich diamencików… Pośliznęła się i wpadłam cała na krzaki. Otrzepała się ze śniegu i wzdrygnęła, gdy odrobinę wpadło jej za chustę. Weszła na boczną ścieżkę. Przedarła się przez śnieg głębiej do morza. Postanowiła trochę się poszwendać. Nikt nie wychodzi na zewnątrz w taki mróz. Całe morze dla niej.
Była daleko. Szła gdzieś przed siebie i patrzyła w górę. Niebo było czyste. Północno-wschodnie powietrze. Mroźno i bez chmur. Kilka większych gwiazd. Dobrze, że chociaż one. Na takim odludzi nie ma co liczyć na coś więcej. Po jakimś czasie snucia się bez sensu po pustych okolicach zaczęła czuć zimno. Łaziła kilka godzin po dworze i właściwie powinna już wracać, jednak jak zahipnotyzowana wpatrywała się na okrągłą tarczę księżyca, która chwilami chowała się za cienką warstwą chmur. Pełnia.
Bokiem ulicy przemknął cicho czarny kot. Zgasła latarnia, księżyc zniknął. Zrobiło się całkiem ciemno. Cisza. Przyspieszyła kroku. Było słychać tylko jej nierówny oddech. Nie da się zniszczyć, zatracić demonom! Musi się z nim wreszcie zmierzyć! Tu nie chodziło o fizyczną, lecz psychiczną walkę. Walkę o moje istnienie. Walkę o życie na ziemi. Walkę o to, by nie chwycić za rękę demona i pójść za nim. Tak, to już była walka w świecie niematerialnym. Zdesperowana chwytała się tych maleńkich iskierek, które pozwalały przetrwać. Na chwilę zapanował błogi spokój. I cisza. Patrzyła w przestrzeń, jakby nie mogła sobie wyobrazić, że wreszcie przestała się obwiniać, nauczyła się żyć ze swoimi wadami i niedoskonałościami.
Coś mocno szarpnęło ją za rękę.
I znów stała na ulicy. Ten sam czarny kot przemykał gdzieś bokiem. A latarnia, która zgasła, ciągle świeciła.
-Chodź, zmarzłaś- usłyszała kojący głos, kojarzący się z płynnym miodem.
-Nie, chcę tu zostać.
Siedzieli na ławce, spoglądając na morskie fale, tak jakby miało to uspokajać. Księżyc odbijający się od tafli wody topił ich problemy i muskał delikatnie twarze. Wreszcie wstają i trzymając się za ręce ruszają ku cywilizacji.
Bo niektóre rzeczy naprawdę już nie będą miały za jakiś czas znaczenia Rozbita szklanka, nawet, gdy ją tak ładnie poprosisz - już nigdy się nie pozbiera i nie wróci do pierwotnego kształtu. Zgaszona zapałka drugi raz nie zapłonie. Miłość zadaje nam mnóstwo cierpienia, mimo tego jest najwspanialszą rzeczą, jaka w tym codziennym, zabieganym życiu może nam się przydarzyć. Jest jak zapałka... rozpala się, płonie, a w końcu gaśnie. I choćbyśmy walczyli do końca. Do upadłego. Do ostatków naszych sił. Nie ma opcji. Nie ma w ogóle takiej mowy, aby coś, co umarło, mogło zmartwychwstać.
Całują się, a księżyc spogląda na nich pobłażająco. Ale szczęście ich odnalazło, zostawili przeszłość za sobą. Dziś zaczyna się ich życie.
  • awatar Darayavahua.: @The end...: z herbatą! :D
  • awatar The end...: @Darayavahua.: Jaki znowu kubek? :D Nie czytałam tego,w wolnej chwili zajrzę. Nie potrafię pisac dialogów :/
  • awatar Darayavahua.: ahh i teraz moja wypowiedź. Opowiadanie niekiedy naprawdę ciekawe, lecz po tym przychodzi taki dół. Te rozmowy... nie będę ukrywać, rozwalają mnie. Kto normalny tak pięknie mówi, bez przygotowania? Rozumiem, zamieszczasz tu głównie dialogi w ważnych sprawach, jednak nie wiem... sama bym tak nie napisała w dialogu. W liście, w wiadomości owszem, ale nie w dialogu. Wiadomo, mam inny styl pisania :) Niektóre momenty... przesłodzone. Czytałaś "Cukierki i landrynki" http://laura1012.pinger.pl/ ? Właśnie z takim przesłodzeniem mi się to kojarzy, nie powiem, czasami lubię takie coś przeczytać ale to nie jest... rzeczywiste w postaciach. Nie powiem, zrobiłaś na mnie wrażeniem, szczególnie zapad mi w pamięci kubek. On zawsze był ten sam. Życie zawsze było to same tylko problemy inne. O stylistyce nie wypowiadam się bo sama piszę tak jak pisze :P Czekam na ciąg dalszy :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
*Rozdział IV*
Ciemnogranatowe niebo było usłane milionami gwiazd, zapewniając towarzystwo okrągłemu księżycowi. Obojętne gałęzie drzew kiwały się w rytm zawodzącego wiatru, sprawiając wrażenie żywych istot. Rzucały tu i ówdzie przerażające cienie. Potrząsnęła głową, rozsypując kaskady swych włosów wokół twarzy, próbując czym prędzej odgonić od siebie zmartwienia i troski. Nie mogła sobie pozwolić na brak skupienia, gdy tylko kroki dzieliły ją od celu. Pomimo tylu minut spędzonych na rozmyślaniu z kubkiem gorącej, a potem chłodnej już herbaty z cytryną, na ogromnym, zimnym balkonie, nie znała odpowiedzi. Ba, wiedziała, co dobre, a co złe, ale szukała rozwiązania najlepszego dla niej. Po rozważeniu miliona opcji i nie zdecydowawszy się na żadną, rozpoczynałam wszystko od nowa. Nowa herbata, nowa cytryna, nowe możliwości, nowe refleksje. Tylko kubek pozostawał niezmiennie ten sam. Po kilku dniach miała dość. Wszyscy patrzyli na nią spode łba i szydzili z niej. Myliła kroki, gubiła rytm, tylko indywidualne zajęcia ze śpiewu szły jej całkiem dobrze.
-Rozmawiasz z księżycem?- usłyszała za sobą głos.
-Oszalałeś?
-Czyli to tylko ja jestem głupcem, który siedzi sam i rozmawia z księżycem?
-Chciałeś mnie wystraszyć na śmierć?
-Co jest?
-Nic, jest świetnie- odpowiedziała, bo przecież nie ma nic łatwiejszego od szybkiego mrugnięcia oczami, by opanować łzy, potrząśnięcia włosami i powołania na swoją twarz ogromnego uśmiechu, rzucając słowami „jest świetnie” w odpowiedzi na pytanie co słychać, aby zaraz przejść do wymuszonego śmiechu.
- Mimo, że osiągasz perfekcję w udawaniu, to nie możesz nazwać się mistrzem, bo w końcu nadejdzie dzień, w którym wszystko wybuchnie jak wulkan. Wyobraź sobie nicość. Jedyną prawdziwą osobą jesteś ty i ja, oprócz nas nie ma nic. Wokół nas są tylko tysiące błędów, które dane było ci popełniać przez wszystkie lata i miliony kłamstw, którymi się otaczasz.
A teraz wyobraź sobie, że stoisz na granicy. Jedna noga stoi na nieznanym, być może lepszym świecie, być może gorszym. Druga noga to droga, którą idziesz, otaczając się kłamstwami i popełniając te same błędy. Najważniejszy dylemat w twoim życiu. Co wybierzesz?- spytał, wziął za rękę i zaprowadził do swojego pokoju. Wyjął herbatę z jej zmarzniętych dłoni i zaczął je ogrzewać.
Siedziała na kanapie, położyła głowę na jego ramieniu. Jest szczęśliwa, że nie oczekuje od niej słów, mogą sobie razem pomilczeć. Otacza ich jego pokój– szare ściany, przepiękny obraz na ścianie, głośno oddychający, śliczny pies, dym papierosowy, zapach męskich perfum. W tle leci jakaś piosenka, nie zna jej.
Ale chłopak już nie leży spokojnie, lecz siada naprzeciwko jej na podłodze i wpatruje swój wzrok w jej błyszczące, zaszklone brązowe oczy. Ona jednak wciąż milczy.
-Co się stało?- w głosie Michaela da się wyczuć zniecierpliwienie, a twarz ma dziwny wyraz niepokoju.
Odwraca głowę, nie mogąc patrzeć mu w oczy i opowiadać o tamtych wspomnieniach. Jej umysł zadaje sobie pytanie, czy wciąż twierdzi, iż są to tylko wspomnienia, urywki przeżytych chwil? Spogląda na niego i zastanawia się, czy zrozumie… Widzi w jego oczach, że chce wiedzieć nawet o najgorszych momentach. Rozmyśla spokojnie, ma przecież czas. Jeżeli nawet teraz nie znajdzie odpowiedzi i właściwych słów, to kiedyś z całą pewnością. Łzy płyną po twarzy. Za każdym razem boli bardziej. Za każdym razem potrzeba coraz więcej czasu by znaleźć słowa. Wreszcie zaczyna mówić, powoli, z rozmysłem cedzi słowa, potem opowiada już coraz szybciej i mniej składnie i z każdą nową herbatą coraz wyraźniej rysowała się ta zagadkowa odpowiedź, coraz bliżej była prawdy, coraz niecierpliwiej wpatrywała się w gwiazdy i rozmówcę, by w końcu odgadnąć istotę problemu, by w końcu poznać i odkryć to, na co czekała przez ostatnie kilka lat, ale też zrozumieć, że mimo niepowodzeń nie może zrezygnować z marzeń. Słuchał jej łamiącego się głosu, widział łzy i czuł intensywne ciepło, kiedy przytulała go, dziękując za to, że trwa wciąż przy niej.
Aż wreszcie opadła z sił i zasnęła.
***
Spacer nad brzegiem wody obijającej się o skalisty brzeg, długa rozmowa o wszystkim i o niczym zbliżały ich do siebie coraz bardziej i bardziej. Razem przeszliśmy spory kawałek przy lekkim wietrze utrzymującym niezwykły klimat.
Ciemne niebo koronował blady księżyc. Co chwilę chował się za siwymi chmurami, psotnie migocząc skradzionym blaskiem. Ulice oświetlały latarnie opanowane przez stadka ciem. Powoli zbliżał się świt, ciemność jednak nie zamierzała jeszcze odejść, to urok tej dziwnej pory roku, ni to zimy ni to wiosny. Okolica była cicha, jedynym dźwiękiem był szum wiatru delikatnie kołyszącego drzewami.
Patrzyli w ten księżycowy blask, uśmiechając się dyskretnie. Księżyc był ich wspólnym przyjacielem, zawsze złośliwie się do nich uśmiechał. Znał nazbyt wiele sekretów. Nagle zapragnęła odlecieć, odfrunąć z dala od niezrozumienia i ludzi, którzy patrzą przed siebie, nigdy w niebo, nigdy ku temu blademu przyjacielowi... Ale tylko taka myśl, nie można nawet nazwać tego marzeniem. Raczej chwilową zachcianką.
-Chciałabym być bliżej gwiazd- zwierzyła się chłopakowi.
Pragnęła też latać. Albo chociaż unosić się nad ziemią. W jej przypadku nie jest to jednak możliwe bez samolotu czy ewentualnie sznurka, na którym mogłaby zawisnąć. Dlatego właśnie latanie powinno pozostać w strefie pragnień... A marzenie? Marzenie powinno graniczyć z celem.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem- roześmiał się i zaprowadził ją do stadniny, przy której stała drabina. Postawił ją do ściany, jednak pierwszy szczebel był ponad metr nad ziemią. Podsadził Darię, poczekał aż sama wejdzie i ruszył za nią. Przed nimi rozciągał się niesamowity widok. Gwiazdy były taki blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Zaś księżyc świecił między drzewami i nadawał wszystkiemu tajemniczą, srebrzystą poświatę.
Nagle dziewczyna wstała i postawiła nogę na występie. Odetchnęła głęboko, wiatr rozwiewał jej włosy, gwizdał w uszach i przez chwilę miała wrażenie, że zaraz zostanie zdmuchnięta z dachu. Dała mu się opleść, zaczęło jej się wydawać, że unosi się ku niebu. To było jak latanie. Otworzyła oczy, by spojrzeć prosto w oczy chłopaka. Podtrzymywał ją niczym kotwica i nie pozwalał odpłynąć w przestworza. Nigdy jeszcze nie czuła się tak szczęśliwa.
Zerknęła w niebo, zdumiona tym, w jak szybkim tempie jego kolor przeistacza się w blady, słoneczny pomarańcz.
Ledwo słońce wychynęło zza rogu, a uderzyła w nią ta przyziemność, byli tylko dwojgiem nastolatków, którzy przez moment zapragnęli wejść na dach. Mimo to wciąż otumaniona fascynacją, pozwoliła się pocałować i tak jak gdyby nic się nie stało, ruszyliśmy razem w kierunku wschodzącego słońca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
*Rozdział III*

Nastał nowy rok, pozornie nie różniący się niczym od poprzedniego. Jednak najważniejsze zmiany miały jeszcze nastać, może nie w wyglądzie, ale w sercach. Bo czasami to człowiek zmienia zdanie, a czasami to zdanie zmienia człowieka.
Jeszcze jednym miłym wydarzeniem podczas ferii były urodziny Darii. Choć tej przerwy nie spędzała tak jak świat, bez przerwy gdzieś wychodziła, na łyżwy, do kina, na imprezę, czy tylko na spacer by z Bartkiem poszwędać się po Warszawie, to planowała swoją szesnastkę uczynić imprezą roku. I rzeczywiście taka była. Przyszli prawie wszyscy, boniewątpliwym jej talentem było to, że prawie wszystkie wydarzenia jakie organizowała, nawet przy niewielkim wkładzie takim jak szkolne dyskoteki zamieniała w złoto.
Salon przemieniła w wielką salę o tańczenia, na powierzchni kuchni i jadalnie umieścił stoły, a dekoracją nie zawstydziłby się niejeden dekorator wnętrz. Co do jej wyglądu- po prostu lśniła jak złoto.
Ale to nie były tylko jej urodziny, ale także pewnego rodzaju impreza pożegnalna. Wyjeżdżała, to był najlepszy prezent jaki mogła sobie wyobrazić. Została przyjęta na warsztaty śpiewu i tańca w północnym Londynie. Tylko najlepsi z najlepszych się tam dostawali, dlatego dziewczyna wcale nie wierzyła, że ma jakiekolwiek szanse. Ale udało się i teraz była szczęśliwą stypendystką. Zostawiała kraj i ludzi na trzy miesiące, wiedząc, że może już nigdy nie być tak samo.
Tego dnia po raz ostatni przed wyjazdem widziała się ze swoją przyjaciółką. Z chłopakiem planowała się jeszcze spotkać, lecz on mieszkał zaledwie piętnaście minut od niej, a nie tak jak Natalia na drugim, biedniejszym końcu Warszawy.
-Nigdy nie pozwól mi się od siebie oddalić. Ty też się nie oddalaj. Przecież nigdy nie wiemy, kiedy któreś z nas będzie musiało pomóc drugiemu składać swój malutki, prywatny świat-takie słowa usłyszała od dziewczyny, która przyszła nieco wcześniej, by pomóc jej z ostatnimi przygotowaniami. Dostała też od niej „amulet” z muliny.
-Pracowałam nad nim ostatnio, zobacz po wewnętrznej stronie są nasze imiona. Ale to nie jest urodzinowy prezent, coś jeszcze dostaniesz.
- Dziękuję. A ty pamiętaj, że są ludzie, z którymi od pierwszej chwili znajdujesz wspólny język. Potem bez względu na upływ czasu, dzielące was kilometry albo dni milczenia wystarczy, jedno spojrzenie i znów rozumiecie się bez słów.
-Tak mi jest strasznie smutno, że znów nie zobaczę cię jutro. Bo już cię nie zobaczę,
pewnie troszkę w samotności popłacze. Ale jeszcze mam radę dla ciebie.
-Tak?- Daria zaciekawieniem uniosła brwi.
-Pielęgnuj swoje marzenia. Trzymaj się swoich ideałów. Maszeruj śmiało według muzyki, którą tylko ty słyszysz. Wielkie biografie powstają z ruchu do przodu, a nie oglądania się do tyłu. Mądre, prawda? Wyczytałam to gdzieś- powiedziała Natalia i spróbowała się uśmiechnąć prze łzy.
Dziewczyny wyściskały się, zaczęły na wzajem ocierać sobie łzy i z uśmiechami ruszyły szykować się. Natalia włożyła krótką, szafirową sukienkę. Wyglądała w niej ładnie, ale była tylko tłem dla Darii, która włożyła bladozłotą, zebraną w tali, przewiązaną u boku cekinową kokardą, która jedynie przy blasku świec wyglądała jak niebo mieniące się gwiazdami. Do tego złote rzemykowe sandałki na płaskim obcasie i tego samego koloru kolczyki do których przywieszone były szmaragdowe łezki, zaś Natalia granatowe baletki i zawieszkę sówkę z błękitnymi oczami. Umalowały sobie powieki na tęczowe kolory i zaczęły czekac na gości.
Natalia wręczyła Darii małą, niepozorną paczuszkę składając jej przy tym życzenia. Znajdowała się tam srebrna zawieszka serce wraz z łańcuszkiem.
-Otwórz-poprosiła Natalia.
W środku znajdowało się zdjęcie dziewczyn, zrobione w którejś wakacje. Były na nim roześmiane, beztroskie i absolutnie szczęśliwe.
-Zapniesz?- poprosiła Daria.
-Nie będzie ci pasowało.
-Nie ważne, nie chcę się z tym rozstawać- Natalia uśmiechnęła się, ciesząc się, że dobrze wybrała. Ale rzeczywistość była nieco inna. Zdjęcie w medalionie przypominało jej, że dążąc do realizacji marzeń dąży też do takiego absolutnego i bezgranicznego szczęścia.
Zaproszeni zaczęli się schodzić. Jak zwykle przyszło dużo więcej osób niż planowała, ale nie miało to najmniejszego znaczenia. Liczyło się tylko to, że mogła ten wieczór spędzić z osobami, które kocha. Dzieliła tańce między Brata i chłopaka, a pozostały cza spędzała z Natalią. Była niewyobrażalnie szczęśliwa.
***
Pakując się i dzieląc prezenty na te, które zamierza ze sobą wziąć, a które zostawić wspominała wczorajszy wieczór. O ile z pakowaniem nie miała większego problemu, w większości brała sukienki i spódnice, bo miała też zamiar chodzić na kursy tańca, to dzielenie prezentów sprawiało jej wyraźny kłopot. Od Bartka dostała śliczny pierścionek, który już spoczywał w szkatułce na biżuterię, którą miała zamiar dopakować, jednak prezent od Macka sprawiał pewien kłopot. Były to przecudne kolczyki z jakimiś szlachetnymi kamieniami, których nazwy nie znała, bała się, że je zgubi. Z pewnością wiele na nie wydał, nawet miesięczne absurdalnie wysokie kieszonkowe nie starczyło by na to. Chłopak grał na perkusji w zespole, czasami dawali koncerty, ale pomimo zamożności rodziców taki prezent był czymś niesamowitym. Jak na zawołanie w pokoju zjawił się jej brat.
-Maciek, ja nie mogę tego przyjąć.
-Bierz, pracowałem na to dwa miesiące.
-No właśnie.
-Chciałem ci zrobić taki prezent, mogłem ci dać coś innego, ale chciałem. Bierz- powiedział, a widzą jak dziewczyna zastanawia się z pozostałymi rzeczami sprawnymi ruchami podzielił je na dwie gromadki.-Te bierzesz, a te zostawiasz-wskazał.
-Będę tęskniła za tobą, wiesz?
-Wszystkie dziewczyny mi to mówią-roześmiał się, ale przytulił ją i pogłaskał po głowie.-Dasz radę. Musisz walczyć o marzenia.
Uwierzyła mu. Zresztą zawsze mu wierzyła, nie był tylko jej starszym bratem, ale też najlepszym przyjacielem. Zastępował jej w pewnym stopniu rzadko obecnego ojca. Teraz w jego ramionach wierzyła, że wszystko będzie takie jak sobie zaplanowała.
Bez względu na wszystko co zrobił lub powiedział wiedziała, że jest jej potrzebny.
Chociaż on wcale nie wierzył w to co mówił. Zamiast bolesnej prawdy wybrał ciszę. Wiedział, że są słowa, których usta nie powinny mówić, a uszy słyszeć.
-Idź jeszcze pożegnać się z chłopakiem.
-Wychodzisz?
-Idę do Magdy- uśmiechnął się łobuzersko. Magda była jego nową dziewczyną, zapewne także tygodniową. Może był ostatnią osobą, która mogła udzielać rad na temat związków, ale tym razem miał rację. Powinna się z nim pożegnać.
Spotkanie wypadło jakoś sztywno, nie wiedzieli co mówić, oboje zdawali sobie sprawę, że wyjeżdża na cały semestr i wiele może się przez ten czas zmienić. Pocałowali się na pożegnanie i z rozczarowaniem rozeszli się w swoje strony.
***
Jej niesamowicie piękne oczy smutnie szukały kogoś w oddali i chociaż wiedziały, że się nie zjawi, nadal tęskniły. Nie spodziewała się, że wstanie tak wcześnie tylko po to, aby widzieć jak odlatuje, ale mimo to poczuła się zawiedziona. Pożegnała się z mamą, ojciec jak zwykle miał jakąś ważną sprawę, która nie pozwoliła mu odwieźć córki. Wraz z tłumem ludzi wsiadła do samolotu i kilka chwil później leciała między chmurami. Ze słuchawkami na uszach wpatrywała się w obłoki.
Na lotnisku nikt na nią nie czekał, nie spodziewała się tego. Wsiadła tramwaj jadący na dworzec, przesiadła się w pociąg i wsłuchana w stukot kół zasnęła. Obudziła się w ostatniej chwili, szybko zdjęła walizki i wysiadła. Dalej pomimo deszczu szła na piechotę, bo do miejsca, w którym miała mieszkać i kształcić swoje umiejętności nie jechał żaden autobus. Po czterdziestu minutach dotarła na miejsce. Piękną angielszczyzną wyjaśniła kim jest, podała dokumenty i została zaprowadzona do swojego pokoju. Średniej wielkości pomieszczenie urządzono starannie, estetycznie, jednak wyglądało ono strasznie smutnie i bezosobowo. Daria zaczęła się rozpakowywać, dzięki czemu od razu zrobiło się przytulniej. Przebrała się w kremowy długi sweter i rudawe spodnie. Radosna , ale też głodna i zmęczona poszła na kolację.
Jadalnia łudząco przypominała tę, którą znała z filmów o Harrym Potterze. Było pięć wielkich stołów, cztery dla uczniów i jeden dla instruktorów, podejrzewała, że mieli zostać podzieleni według budynków, w których mieszkali bądź grup do których zostaną przydzieleni. Ale jej zachwyt wzbudziło piękne sklepienie, patrząc na nie miała jakąś dziwną nadzieję, że za chwilę rozbłyśnie milionami gwiazd. Jednak to się nie stało i Daria skierowała się w poszukiwania miejsca do siedzenia. Nie chciała zwracać na siebie uwagi i prosić kogoś o pomoc. Na szczęście zauważyła jakiegoś przyjaźnie wyglądającego chłopaka, który wskazywał jej wolne miejsce obok siebie. Coś w jego wyglądzie wzbudzało zaufanie i dlatego dziewczyna skierowała się w jego stronę.
-Dziękuję.
-Proszę.
Dziewczyna zaczęła nakładać sobie jedzenie na talerz, a było w czym wybierać. Kiedy była już najedzona zaczęła zadawać chłopakowi pytania.
-Jak masz na imię?
-Michael, a ty?
-Daria.
-Jesteś z Polski?- spytał z uśmiechem.
-Tak, a czemu pytasz?
-Moja mama jest Polką- odpowiedział po Polsku.
Dziewczyna ucieszyła się, przypominanie sobie słówek było męczące nawet dla niej, choć dość biegle znała angielski. Gadali jeszcze pół godziny o wszystkim i o niczym, potem rozeszli się do swoich budynków i pokojów.
Po przyjściu od razu otworzyła laptop i zaczęła pisać mail do przyjaciółki, ale zobaczyła, że Maciek jest dostępny na Skype, więc postanowiła z nim pogadać. Jednak brat lakonicznie odpowiadał, a pytania co się stało zbywał półsłówkami. Zirytowana poszła się wykąpać, założyła piżamę i położyła się spać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
*Rozdział II*
Kilka miesięcy później…
Była dziewczyną Bartka, wróciła do śpiewu i gry na gitarze. Jednak czasami jedyne czego chciała to zamknąć się w swoim pokoju, leżeć, słuchać muzyki i płakać dopóki nie skończą jej się łzy. Zaszła w niej wielka zmiana, już nie była tą samą towarzyską dziewczyną jak kiedyś, teraz w jej śmiechu dało się usłyszeć dziwną melancholię…
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Przez wielu wyczekiwane, jednak Daria obawiała się tego czasu. To nie zwykłe dni bez szkoły, które tak lubiła, ale ciąg przesłuchań przy rodzinnym stole.
***
Dziewczyna siedziała na wysokim stołku i grała na gitarze oraz śpiewała bardzo popularny utwór „Last Christmas”. Grzywka opadała jej na oczy, dzięki czemu słuchacze nie widzieli jej łez. Ostatnio wszystko wyprowadzało ją z równowagi. Takie rodzinne koncerty były już niemal tradycją, ale w tym roku jakoś nie miała nastroju na wspólne granie. Nawet parodiowanie tekstu przez brata nie rozśmieszyło jej jak dawniej. Czuła, że nie potrafi grac, nawet najprostsze chwyty sprawiały jej trudność, a głos odmawiał posłuszeństwa.
Potem, jako najmłodsza z rodzeństwa rozdała prezenty. Nawet one nie poprawiły jej humoru, choć oczywiście były w większości trafione to jej nie cieszyły. Piękna, wymarzona sukienka od mamy, płyta ulubionego zespołu od brata, trylogia Igrzyska Śmierci od cioci, pieniądze od taty i dziadków… To wszystko na pewno było bardzo przemyślane, no może oprócz pieniędzy, ale ona w tej chwili nie miała do tego serca. Podziękowała za kolację, powiedziała, że źle się czuje i wymknęła się do swojego pokoju.
***
Ktoś bez pukania prawie bezszelestnie wsunął się do jej pokoju. Daria zaczęła udawać, że śpi.
-Siora, płakałaś?- spytał i zaczął ocierać jej łzy dłońmi.
-Nie- i kogo chciała oszukać? Czerwone oczy i głos nie pozostawiały wątpliwości.-Wyjdź, proszę.
-Proszę?- Maciek uniósł brwi-Co z tobą?
-Źle się czuję. Wyjdź.
-Źle się czujesz?- zaczął parodiować jej głos, ale widząc, że nie ma żadnej reakcji momentalnie spoważniał.- Przecież widzę, że coś się dzieje, nie jestem głupi.- Daria wiele złego mogła o bracie powiedzieć, ale na pewno nie to, że się o nią nie troszczy. –To przez tego… Jak mu tam? Bartka?
-Nie, a właściwie tak- widząc, że Maciek nic nie rozumie zaczęła tłumaczyć.- Ciągle szukam jakiegoś cholernego chłopaka, łaknę tych chorych słów, a tak naprawdę są mi nie potrzebne. Nawet patrzę z pogardzeniem na przyjaciół, co się ze mną dzieje?
-Dorastasz- uśmiechnął się.
-Nie, staję się idiotką, nawet granie i śpiewanie sprawia mi trudność… Z byle powodu wybucham płaczem.
-Żądzą tobą hormony- na te słowa Daria wybuchła śmiechem.
-I to jest kolejny idiotyczny powód. Nie mogę się nimi bronić. Gdy teraz spieprzę przez "hormony" później nie będę miała przyszłości.
-Przestań użalać się nad sobą. Wstawaj, umaluj się, przebierz się i idziemy na pasterkę- kolejną jego zaletą było, że wiedział, kiedy należy kogoś pocieszyć, a kiedy kazać wziąć się w garść.
-Nie-wyjęczała.
-Za pół godziny przed domem- uciął dyskusję.
________________________________________________________
Święta zleciały szybko, jednak dni między nimi a sylwestrem niesamowicie się dłużyły. Nie miała pomysłu co ze sobą zrobić, więc tylko siedziała, jak miała w zwyczaju, na szerokim parapecie w swoim pokoju. Z okna rozpościerał się widok na pusty plac i przechadzających się gdzieniegdzie sąsiadów. W tle widziała wysoką wieżę kościoła, do którego chodziła jako mała dziewczynka. Z ciepłą herbatą w ręku i w grubych skarpetkach pozaciąganych po kolana, zastanawiała się, jak to się właściwie zaczęło.
Szczęśliwym jest się wtedy, gdy kładziesz się jak najwcześniej spać tylko dlatego, że nie możesz się doczekać kolejnego poranka. Gdy uśmiechasz się głupio nawet do filiżanki popołudniowej herbaty. Kiedy splątane słuchawki, nie są w stanie wyprowadzić Cię z równowagi. I nie potrzebujesz zjeść tabliczki czekolady bo wystarczy Ci przelotny uśmiech jednego z obcych przechodniów.
Ona kładła się wcześnie tylko dlatego, że chciała, aby kolejny dzień wreszcie się skończył.
Na szczęście udało jej się w sylwestra nie być sobą, po prostu zostawić swoje problemy na półce i pójść zaszaleć. Założyła nową, beżowo-białą sukienkę, umalowała się, uczesała i razem z bratem poszła do klubu. Chciała, żeby ta noc mogła nigdy się nie skończyć, już dawno nie była taka beztroska. Nie myślała o tym, że to kiedyś zniknie. A przecież co się wzniesie, musi też opaść. Po prostu żyła życiem bez żadnych konsekwencji.
Jej usta lśniły jak słońce, skóra przypominały porcelanę, a włosy opadały perfekcyjnie, a przy tym wyglądały jakby nie były układane.
Bartkowi opadła szczęka, gdy ją zobaczył. Podeszła do niego i spytała, uśmiechając się przy tym:
-Wyglądam ok?
-Kiedy widzę cię nie ma rzeczy którą bym zmienił. Jesteś fantastyczna taka jaka jesteś.
-Jesteś pijany czy zakochany?- spytała i roześmiała się.
Przetańczyli całą noc.

  • awatar The end...: @S©ribbler✍: Nie :D Na prawdę nie,tylko jeden cytat z piosenki :) Spokojnie :P
  • awatar The end...: @Darayavahua.: To i to :D Ugh,przekopiowało się wersami :/
  • awatar Darayavahua.: - Jesteś pojebany czy jebnięty? XD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
*Rozdział I*
Daria siedziała cicho w swoim pokoju. Na zewnątrz panowała ciemność i ktoś właśnie podjechał pod dom. Usłyszała trzaśnięcie drzwi garażowych. Gdyby nie one, najczęściej nie słyszałaby, że już wrócili. Później zgrzyt kluczy w zamku i cichutkie kroki w korytarzu. Po tym, jak zdjęli buty, już nic nie było słychać. Żadnych kroków, żadnego szurania krzesłem…
Starała się nie myśleć o tym. Dziś nic nie może jej rozproszyć. To będzie jej wielki dzień. Długo wyczekiwane przesłuchanie, które być może otworzy jej drzwi do kariery. Długo zastanawiała się nad wyborem ubrań. Postawiła jednak ja dopasowaną czarno-beżową koronkową sukienkę i niebotycznie wysokie czarne szpilki. Zakręciła włosy i roztrzepała je. Dzięki czemu uzyskała efekt delikatnych fal. Wykonała make up podkreślający jej duże oczy i była gotowa.
W szkole była punktualnie. Do sali, w której miały się odbyć występy, dotarła jako pierwsza.
Pamiętała wszystko. Każdy chwyt gitarowy, każde słowo piosenki. Ale nie wyszło… Nie mogła wydobyć z siebie głosu… Taki wstyd, taki wstyd… Wybiegła z sali.
Łzy pełne bólu lały jej się po policzkach strumieniami. Płakała i chociaż sama nie wiedziała dlaczego, sprawiło jej to ogromną ulgę. Nagle czyjeś silne ręce złapały ją od tyłu.
- Hej! A co ty tak tu sama… Płaczesz? Ale przecież ty nigdy…
Właśnie, ona nigdy nie płacze.
Chłopak obrzucił dziewczynę zdziwionym spojrzeniem, a ona utkwiła wzrok w ziemi. Gdy na nią patrzył przypominała mu Alicję w Krainie Czarów,wydawała się taka zagubiona i nie na miejscu. Chyba miała wrażenie znalezienia się w innym świecie,w którym nic nie było takie jak zawsze.
Nie potrafiła mu wytłumaczyć, dlaczego płacze. Sama sobie też nie mogła tego wyjaśnić. Po prostu czuła, że już nie może. Chciała wykrzyczeć światu swoje lęki, nadzieje i obawy. Ale nikt by jej nie zrozumiał, nawet Natalia, jej przyjaciółka.
Na pozór całe jej życie było „idealne”. Fajny brat i równie fajni przyjaciele byli tylko otoczką. Los dawał jej wszystko, czego tylko chciała. Nie miała problemu z pieniędzmi, popularnością, ocenami i innymi liczącymi się jeszcze rzeczami. Wszyscy cenili ją za ogromne poczucie humoru, atrakcyjny wygląd i zawsze świetną formę. Ale to było tylko to co widzieli na zewnątrz.
„Przecież mam dosłownie wszystko! Jak mogę być nieszczęśliwa?!” te słowa powtarzała niczym mantrę, aż nadszedł moment kiedy przegrała tę bitwę. Sumienie wygrało. Brakowało jej spełnienia marzeń… A dzisiaj zaprzepaściła tę szansę.
-Wszystko ok.?- spytał z troską w głosie ten chłopak. Wstyd jej było, ale nawet nie pamiętała jego imienia. Doszedł do jej klasy niedawno, był wysoki, dobrze zbudowany, przystojny, brązowe włosy opadały mu na czoło. To wszystko, co o nim wiedziała.
-Tak, nie widać?- warknęła.
-Sorry, głupie pytanie- zmieszał się. Przeciągnął palcami po włosach, zapewne zastanawiając się co powiedzieć- A przy okazji jestem Bartek.
-Daria- chciała nie odpowiadać, ale dobra wychowanie wygrało, poza tym chłopak był całkiem miły.
-Wiem-odpowiedział trochę prowokująco. Ale przecież prawie każdy w tej szkole znał zarówno jej imię jak jej brata Maćka.
Obydwoje roześmieli się i ramię w ramię ruszyli do klasy.
Do sali numer osiem przybyli ostatni. Młoda rudowłosa dziewczyna wstała. Miała na sobie czarne spodnie i białą bokserkę. Wglądała raczej jak uczennica niż nauczycielka. Na oparciu wisiał czarny szal i marynarka. Włosy lekko opadały i leżały na plecach. Z pewnością wyglądała jak poetka.
- Mam na imię Karolina i w tym roku będę prowadzić zajęcia z kreatywnego pisania – uśmiechnęła się – odbywać się będą dwa razy w tygodniu, na każdy piątek będziecie musieli przygotowywać jakiś utwór. Oczywiście swój… A przy okazji, wolałabym, żebyście się nie spóźniali. Wiem, że są to zajęcia artystyczne, ale pamiętajcie, że ocena będzie tak samo ważna jak z matematyki. Nikt was tu nie trzyma, sami wybraliście zajęcia-powiedziała i zaczęła prowadzić lekcję.
Wyglądało na to, że bardzo poważnie traktuje swój przedmiot i nie będzie tolerować obijania się. Wiedział, że to kółko to coś dla niego, zawsze uwielbiał pisać… Jednak chłopak zamiast skupić się na lekcji wolał popatrzeć na dziewczynę, ale jak na złość, za każdym razem kiedy on chciał to zrobić, ona się odwracała.
_________________________________________
Szedł alejką pomiędzy krzewami róż. Teraz, późną jesienią, zaczynały już powoli przekwitać. Wokoło unosił się przyjemny, słodkawy zapach. Otworzył drzwi i wszedł do ogromnego korytarza. Miał cały dom dla siebie… Chciał kogoś zaprosić, jak w starym mieście. Jednak tutaj nikogo nie znał… No, prawie nikogo. Zrobił szybki przegląd osób, które poznał w ostatnim tygodniu. Na pewno nikt z tych dryblasów, z drużyny nożnej. Może i byli znani i lubiani, ale mieli stanowczo za duże ego. Dominika lub ta jej przyjaciółeczka? Nie, ona tym bardziej odpadała. Ta dziewczyna była wredna i całymi dniami „piszczała”. A może… Tak, ona byłaby idealna. Brązowowłosa dziewczyna, o błękitnych oczach i jaśniutkiej cerze. Daria… Szkoda tylko, ze poznał ją dopiero dzisiaj. Siedziała taka samotna i smutna na parapecie, więc podszedł i zamienił z nią kilka zdań.
______________________________________
Biegła przed siebie, raz po raz lustrując wzrokiem okolicę. Czuła na plecach ciężkie oddechy oprawców. Było bardzo ciemno – za ciemno, by cokolwiek zobaczyć, a jednak czuła, że na każdym kroku Oni ją widzą. Nogi non stop zanurzały się piachu, sprawiając, że ucieczka stawała się naprawdę mozolna. W dodatku złośliwe kamyki stale, jakby celowo, wlatywały jej do i tak już niewygodnych, zniszczonych butów. Łapczywie wciągała powietrze do zmęczonych płuc, usiłując zignorować natarczywy ból w prawym boku. Przecież nie mogła się poddać, nie teraz, kiedy była tak blisko celu.
Ledwo przytomna z przerażenia otworzyła oczy. Była cała zlana zimnym potem. Kurczowo trzymałam się prześcieradła, dopiero po dobrych dwóch minutach zdała sobie sprawę, że koszmar dobiegł końca. Była tam, cała i zdrowa, a także w pewnym stopniu bezpieczna. Pozwoliła, by jej głowa swobodnie opadła na materac. Dyszała ciężko, serce biło jej w szalonym tempie, a ręce drżały.
__________________________________
To wszystko przypominało jej o tym jak blisko była celu… Zaprzepaściła daną jej szansę na spełnienie marzeń. Nastał taki czas w jej życiu, w którym w nic nie wierzyła. Nie miała nadziei, nie miała już sił, by coś zmienić. „Zresztą ile ja mogę? NIC!” – myślała. Tyle nie zależało od niej. Ale w pewnej chwili trafiła na utwór Horyzonty… Na pewno nie zmienił on od razu jej życia, ale pomógł z powrotem otworzyć się na muzykę i ludzi…

Wyszliśmy z ciemności, jesteśmy wolni
Nasz zapał nie ostygł, bo dalej się żarzy
Zrywamy kajdany te, siłą młodości
chcemy wyrwać się gdzieś pomiędzy gwiazdy” [Vixen – Horyzonty]



  • awatar The end...: @Wild_An: Prolog to jest tak jakby przyszłośc :) Epilog będzie próbą zmiany,więcej nie powiem :P
  • awatar parasol na smutki: Zdaje mi się, że odpowiedź na pytanie 'co ją do tego popchnie?' wkrótce się pojawi. :D Czekam jeszcze na 'jak z tego wyjdzie?' ...jeśli wyjdzie oczywiście. :P masz ciekawy styl pisania. podoba się, ale z ostatecznym werdyktem zaczekam jeszcze trochę. :P
  • awatar Słodziak-z-niego: Cudne!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (21) ›
 

 
*Prolog*
Znam tylu ludzi ile gwiazd na ciemnym niebie w letnią, bezchmurną noc. Codziennie otrzymuję różnorakie zaproszenia na imprezy i masę wiadomości od wręcz ubóstwiających mnie dziewczyn, które chcą być takie jak ja. Przestałam je czytać. Na pewien czas zamknęłam się w czterech ścianach przeklętego, przepełnionego pustką pokoju, by chronić to co ze mnie pozostało. Otaczają mnie same sępy, gotowe rozszarpać mą duszę, sztuczne uśmiechy, ostra brzytwa zamiast pomocnej dłoni. Dawni przyjaciele wychwytują wszystkie moje błędy, znajomi tworzą nierealne bajeczki…
Na moim koncercie życia zabrakło miejsc dla prawdziwych przyjaciół albo raczej to ja o biletach dla nich zapomniałem...
Niegdyś byłam zwyczajną dziewczyną przepełnioną marzeniami. Moją pasją była gra na gitarze i śpiew - dzieliłem się swym talentem z całym światem, nie licząc nawet na grosz zapłaty. Z resztą pieniądze nie były problemem. Wciąż zabiegani rodzice nie pytając nawet na co potrzebuję dawali hajs. Niestraszne mi były mrozy i upały, obdrapane zaścianki dworca, nieprzychylne ulice i inne potworne miejsca. Liczyło się tylko to, że mogę grać, mogę śpiewać! Wszystko robiłam prosto z serca, a wspierali mnie przyjaciele, chłopak i, choć nieco nietypowa, to kochająca rodzina. Możesz być kim tylko zechcesz... - powtarzali, a ja dzięki nim nie przejmowałam się niepowodzeniami. Moja dusza poruszała strunami, a śpiewałam nie ja, lecz moje marzenia. Chciałam być sławną piosenkarką, której teksty zna i nuci cały wszechświat. Pragnęłam jak najprawdziwsza gwiazda świecić jasno i piosenkami wskazywać drogę osobom znajdującym się w beznadziejnych sytuacjach. Pokazać innym, że warto walczyć o marzenia, że są one możliwe do spełnienia! Lecz kiedy przyszedł czas na spełnienie marzeń…
Zapomniałam o romantycznych, przepełnionych uczuciami wieczorach z chłopakiem najbliższym mojemu sercu, o jego ujmującym uśmiechu, oczach koloru oceanu nieprzeniknionego, prośbach bym nigdy się nie zmieniała...
Zapomniałam o dumie swojego ojca, wiecznie rozczochranej czuprynie brata bliźniaka, o własnoręcznie drukowanych plakatach na każdy uliczny koncert, wsparciu mi okazanym i amulecie na szczęście zrobionym z muliny...
Zapomniałam o wszystkich wartościach niegdyś mnie pchających naprzód: marzeniach, sercu, miłości, przyjaźni, rodzinie...
Niech to szlag! Zapomniałam o wszystkim!
Ulotne przyjemności zasłoniły mi oczy. Oślepłam. Straciłam z oczu to co najważniejsze i najcenniejsze. Porzuciłam miłość swego życia dla pustych, bezuczuciowych nocy z modelami. Zostawiłam rodzinę, rzucając się w szaleństwo sławy. Sprzedałam dźwięk ukochanej gitary i własny śpiew! Nawet duszę powierzyłam diabłu! To co mam nie było tego warte…
Teraz zapomnienie odnajduję jedynie w prochach, a ból ukrywam w ulotnej chwili przyjemności dla ciała. Nie jestem już dziewczyną z marzeniami, jestem żałosną kreaturą - spadającą gwiazdą, która poznała cierpki smak sławy i gorzko płacze, gdy nie widzi nikt. Straciłam wszystko - pozostał mi jedynie amulet od przyjaciółki zrobiony z muliny, który przekładam między palcami w każdej trudnej chwili…
  • awatar parasol na smutki: ciekawi mnie jedna rzecz, ale zostawię ją sobie na później. :D Pewnie wkrótce się dowiem ... Bardzo mi się podoba! W ciekawym momencie zaczęłaś, bo w wielu opowiadaniach ten wątek, którym Ty rozpoczęłaś opowiadanie, odgrywany jest mniej więcej po środku historii. A mnie ciekawi co ją popchnęło i jak z tego wyjdzie… Jest pięknie! :]
  • awatar Słodziak-z-niego: OMG! Jakie to jest cudowne mogłabym tak czytać i czytać... Przepięknie i te wszystkie środki stylistyczne i idealnie zgrane słowa! Brawo :)
  • awatar This is my story...: @Cantatis.Mundi: Dziękuję bardzo :* Błędów raczej nie ma,bo pisałam w Wordzie,pewnie by wyłapał ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›